Słowem wstępu

Żyjemy w cza­sach, w któ­rych bar­dzo trudno za­cho­wać swoją pry­wat­ność w wir­tu­al­nym świe­cie ja­kim jest Internet. Można by się po­ku­sić o stwier­dze­nie, że jest to nie­moż­liwe. Owszem można być ostroż­nym w na­szych po­czy­na­niach w sieci, ale prę­dzej czy póź­niej od­kry­jemy w Internecie ka­wa­łek sie­bie. Wszystko jest do­brze o ile in­for­ma­cjami o so­bie roz­dzie­lamy róż­no­ra­kie ser­wisy. Od razu po­wiem, że po­mi­jam por­tale spo­łecz­no­ściowe bo to inna bajka. Tak bajka, bo por­tale spo­łecz­no­ściowe to dla mnie jedno wiel­kie nie­po­ro­zu­mie­nie. Jednak nie o nich mowa. Mam na my­śli sy­tu­acje, w któ­rych prze­różne in­for­ma­cje o so­bie prze­ka­zu­jemy w ob­rę­bie jed­nego ser­wisu. Pierwszym i chyba naj­po­waż­niej­szym ta­kim przy­kła­dem jest ty­tu­łowe Google.

Szacuje się, że po­nad 2% wszyst­kich ist­nie­ją­cych ser­we­rów na świe­cie pra­cuje w ser­we­row­niach Google. Daje to ładną sumę po­nad mi­liona ser­we­rów na­le­żą­cych do gi­ganta z Mountain View [źró­dło]. Nie wspo­mi­na­jąc już o sa­mych kon­te­ne­rach, w któ­rych znaj­duje się nie­zli­czona liczba dys­ków twar­dych, mo­gą­cych po­mie­ścić nie­po­jęte ilo­ści da­nych. Najgorsze w tym wszyst­kim jest to, że te dane do­ty­czą nas sa­mych. W tym miej­scu warto so­bie po­sta­wić py­ta­nie. Czy zda­jemy so­bie sprawę ile tak na­prawdę wie o nas Google? Stop! Wróć! Niezbyt pre­cy­zyjne py­ta­nie. Istnieje jedno lep­sze. Czy zda­jemy so­bie sprawę, że Google wie o nas nie­malże wszystko?

Internetowa oś czasu

Warto zda­wać so­bie sprawę z tego, że każda na­sza czyn­ność w Internecie po­zo­sta­wia po so­bie ślady. Dodatkowo na­sze po­czy­na­nia w sieci są prze­cho­wy­wane przez ja­kiś czas. Zdarza się, że czas ten jest okre­ślony w po­li­tyce pry­wat­no­ści ser­wisu, cza­sami jed­nak brak wzmianki, w po­li­tyce pry­wat­no­ści, na ten bar­dzo ważny te­mat. W 2007 roku Grupa Robocza Artykułu 29 zwró­ciła się z prośbą do Google i nie tylko, o skró­ce­nie okresu w któ­rym prze­cho­wy­wane są in­for­ma­cje o użyt­kow­ni­kach. W przy­padku Google, wy­no­siło to wów­czas 24 mie­siące. Rok po zło­że­niu wnio­sku w sierp­niu 2008 roku Google ogło­sił, że zgro­ma­dzone in­for­ma­cje o użyt­kow­niku prze­cho­wy­wane będą kró­cej niż do tej pory. Czas, po któ­rym gi­gant z Mountain View usu­nie zgro­ma­dzone o użyt­kow­niku dane zo­stał skró­cony do 9 mie­sięcy. Dla po­rów­na­nia Bing prze­cho­wuje dane o użyt­kow­ni­kach do 6 mie­sięcy (przed skró­ce­niem było to 18 mie­sięcy).

Google, jed­nak nie skró­cił okresu prze­cho­wy­wa­nia da­nych użyt­kow­nika „grzecz­nie i po ci­chu”. Internetowy gi­gant zmie­nił swoją po­li­tykę pry­wat­no­ści i skró­cił czas prze­cho­wy­wa­nia da­nych pod na­ci­skiem Grupy Roboczej Artykułu 29. Google do­dał swoje „trzy gro­sze” do po­li­tyki pry­wat­no­ści. Można w niej wy­czy­tać, że „Nawet je­śli wia­do­mość zo­stała usu­nięta lub konto nie jest już ak­tywne, wia­do­mo­ści mogą przez pe­wien ogra­ni­czony czas po­zo­sta­wać w na­szych sys­te­mach ko­pii za­pa­so­wych”. Już sam ten za­pis, po­ka­zuje, że kon­cern nie za bar­dzo miał chęć na skra­ca­nie czasu prze­cho­wy­wa­nia da­nych. Nie je­stem so­bie też w sta­nie wy­ja­śnić po co mają prze­cho­wy­wać moje dane i ma­ile gdy zre­zy­gno­wa­łem z ko­rzy­sta­nia z ich usług i usu­ną­łem konto. Przecież i tak nie bę­dzie można przy­wró­cić swo­jego konta.

Internetowy ślad

Niemal każdy in­ter­nauta ko­rzy­sta dziś z przy­naj­mniej jed­nej usługi Google. Nie trudno o to, kiedy firma ofe­ruje tak wiele pro­duk­tów. Dodatkowo wielu in­ter­na­tów ko­rzy­sta z wię­cej niż jed­nej usługi firmy z Mountain View. Wiele osób my­śli, że za­py­ta­nia kie­ro­wane do „je­dy­nej słusz­nej wy­szu­ki­warki” są zu­peł­nie ano­ni­mowe, a samo za­py­ta­nie po opusz­cze­niu strony Google znika bez pa­mięci. Nic bar­dziej myl­nego.

Każde na­sze za­py­ta­nie jest łą­czone z na­szym pu­blicz­nym ad­re­sem IP, co do­dat­kowo ozna­cza na­szą przy­bli­żona lo­ka­li­za­cję geo­gra­ficzną. Dodatkowo je­śli ko­rzy­stamy z usług Google to ist­nieje duże praw­do­po­do­bień­stwo, że po­sia­damy swoje wła­sne konto Google, które mo­gło zo­stać za­ło­żone w do­wol­nej usłu­dze tej firmy, a jest ich sporo. Część z osób po­sia­da­ją­cych konto Google jest za­lo­go­wana na nich bez prze­rwy na przy­naj­mniej jed­nym ze swo­ich kom­pu­te­rów. Tak więc za­py­ta­nia są te­raz ko­ja­rzone z na­szym kon­tem Google. Kolejna część osób po­sia­da­ją­cych swoje konto po­daje praw­dziwe dane per­so­nalne. Tak więc jedno nic nie zna­czące mo­głoby się wy­da­wać za­py­ta­nie, może zo­stać przy­pi­sane do kon­kret­nej osoby. Osoby, któ­rej imię, na­zwi­sko, pu­bliczne IP, a także przy­bli­żona lo­ka­li­za­cja geo­gra­ficzna są znane fir­mie. Tak więc ni­czego nie świa­domy Jan Kowalski z oko­lic Warszawy o okre­ślo­nym IP pu­blicz­nym po­siada swoją teczkę w sieci, teczkę Google. Jeśli Google zna na­sze za­py­ta­nia może sta­rać się okre­ślić na­sze za­in­te­re­so­wa­nia, po­glądy po­li­tyczne, nie wspo­mi­na­jąc o in­nych bar­dziej in­tym­nych i per­so­nal­nych pre­fe­ren­cjach. Warto do­dać, że Google jest o nas bar­dzo tro­skliwe. Gigant z Mountain View za­dbał o to, aby­śmy nie mu­sieli się zbyt­nio wy­si­lać w przy­po­mnie­niu, w tym wła­śnie mo­men­cie, swo­ich naj­bar­dziej wsty­dli­wych za­py­tań. Pod ad­re­sem http://​www​.go​ogle​.com/​h​i​s​tory/ mo­żemy zo­ba­czyć swoje wła­sne za­py­ta­nia, które wy­ko­na­li­śmy do wy­szu­ki­warki Google bę­dąc za­lo­go­wa­nym na swoim kon­cie.

Poniżej mo­że­cie zo­ba­czyć zrzut ekranu z hi­sto­rią prze­glą­da­nia przy­kła­do­wego konta Google

Niewątpliwie naj­po­pu­lar­niej­szą usługą firmy jest Google Search. Kolejną pod wzglę­dem po­pu­lar­no­ści usługą po wy­szu­ki­warce jest Google Mail. Popularny Gmail jest przez wielu uzna­wany za naj­lep­szą dar­mową in­ter­ne­tową pocztę. Osoby, które nie zga­dzają się z tym stwier­dze­niem są jed­nak ze sobą zgodne, że filtr an­ty­spa­mowy ob­słu­gu­jący Gmail jest jed­nak naj­lep­szy. Tak więc o ile ist­nieją spory o wyż­szo­ści skrzynki Google nad po­zo­sta­łymi o tyle w po­wszech­nej opi­nii ist­nieje zgod­ność w spra­wie fil­tru an­ty­spa­mo­wego. Żadną ta­jem­nicą nie jest fakt, że wy­soką sku­tecz­ność tego fil­tru za­wdzię­cza się skanowaniu/​czytaniu/​przeglądaniu (nie­po­trzebne skre­ślić) na­szych otrzy­ma­nych wia­do­mo­ści. Należy wspo­mnieć, że Google fakt zna­nia tre­ści na­szych wia­do­mo­ści wy­ko­rzy­stuje do przed­sta­wie­nia nam sper­so­na­li­zo­wa­nych re­klam tek­sto­wych Google. Bardzo czę­sto skrzynka Gmail jest wy­ko­rzy­sty­wana jako skrzynka pry­watna ze względu wła­śnie na bar­dzo do­bry filtr an­ty­spa­mowy. Z uwagi na to, że jest to na­sza pry­watna skrzynka, wy­sy­ła­jąc wia­do­mo­ści pod­pi­su­jemy się w nich praw­dzi­wym imie­niem i na­zwi­skiem, cza­sami po­da­jąc do tego nasz praw­dziwy ad­res za­miesz­ka­nia wraz z praw­dzi­wym numerem/​numerami te­le­fonu. W ta­kim przy­padku na­wet je­śli nie wpi­sa­li­śmy praw­dzi­wych da­nych do swo­jego pro­filu Google to jed­nak są one znane fir­mie. Kontynuując wą­tek konta pry­wat­nego zda­rza się i tak, że wy­sy­łamy za po­śred­nic­twem Gmaila różne za­łącz­niki. Czasami są to zdję­cia z wa­ka­cji, cza­sami ja­kieś do­ku­menty. Tak więc je­śli kie­dyś zda­rzyło się ko­muś wy­słać np. CV to Google do­dat­kowo zna na­szą hi­sto­rię edu­ka­cji i do­tych­cza­so­wej pracy. Natomiast je­śli wy­sy­łamy zdję­cia da­jemy fir­mie oka­zję do po­ka­za­nia sie­bie.

Przytoczone przy­kłady fil­tru an­ty­spa­mo­wego i hi­sto­rii Google nie po­zo­sta­wiają cie­nia wąt­pli­wo­ści co do tego, że uzy­skane dane są przez Google przy­pi­sy­wane i ko­ja­rzone z kon­kretną osobą. Co za tym idzie każdy z nas ma swoje miej­sce, swoją szu­fladę w Google. Nie wia­domo ile do­kład­nie miej­sca na dys­kach Google zaj­mują in­for­ma­cje na nasz te­mat. Jednak nie pod­lega dys­ku­sji, że sa­mych in­for­ma­cji o nas jest tam bar­dzo dużo.

Ktoś z Was może po­wie­dzieć, że nie wy­syła CV ani zdjęć za po­mocą poczty. Swoje zdję­cia za­miesz­cza w al­bu­mie Picasa, a CV za­miesz­cza w ser­wi­sach do­ty­czą­cych po­szu­ki­wa­nia pracy. No do­brze. Ale nie można za­po­mnieć, że Picasa to usługa Google więc żadna to za­leta. Każde zdję­cie za­miesz­czone po­przez na­sze konto na Picasa zo­staje do­rzu­cone do na­szej teczki gdzie znaj­duje się reszta in­for­ma­cji o nas. Nie można za­po­mnieć też o tym, że Google zna treść nie­malże każ­dej strony in­ter­ne­to­wej. Tak więc prę­dzej czy póź­niej zo­staną zlo­ka­li­zo­wane do­dat­kowe in­for­ma­cje o nas (cho­ciażby wspo­mniane wcze­śniej CV) i jak już wia­domo do­łą­czone do na­szej kar­to­teki.

Oczywiście to nie ko­niec in­for­ma­cji na nasz te­mat, ja­kimi dys­po­nuje firma z Mountain View. Opisałem tylko te waż­niej­sze in­for­ma­cje ja­kie po­siada Google. Lista in­for­ma­cji, które mogą znaj­do­wać się w na­szej teczce jest do­syć długa, ale po­sta­ram się ją skom­ple­to­wać.

Tak więc, je­śli uży­wasz usług Google, firma może wie­dzieć:

  • czego szu­kasz w in­ter­ne­cie (Google Search),
  • ja­kie jest Twoje pu­bliczne IP (Google Search),
  • jaka jest Twoja przy­bli­żona lo­ka­li­za­cja geo­gra­ficzna (Google Search),
  • ja­kie są Twoje po­glądy po­li­tyczne, pre­fe­ren­cje per­so­nalne (Google Search),
  • jaki bę­dzie Twój ko­lejny praw­do­po­dobny za­kup (Google Search),
  • ja­kie są Twoje za­in­te­re­so­wa­nia (Google Search, Gmail, YouTube),
  • ja­kie strony in­ter­ne­towe prze­glą­dasz (Google Search, Gmail, AdSense),
  • ja­kie czy­tasz blogi (Google Search, Google Reader),
  • twoje praw­dziwe dane per­so­nalne i te­le­adre­sowe (konto Google, Gmail),
  • gdzie ostat­nio by­łeś poza swoją do­myślną lo­ka­li­za­cją np. na wa­ka­cjach (konto Google [IP], Picasa),
  • do­kąd w naj­bliż­szym cza­sie się udasz np. na urlop i któ­rędy tam do­je­dziesz (Gmail, Google Maps, Google Calender),
  • jak wy­glą­dasz Ty i zna­jome Ci osoby (Picasa, Gmail),
  • co ostat­nio ku­pi­łeś on­line i nie tylko (Gmail),
  • jaką drogę edu­ka­cji prze­sze­dłeś (Google Search, konto Google, Gmail, Google Docs),
  • nad ja­kimi do­ku­men­tami ak­tu­al­nie pra­cu­jesz (Google Docs, Gmail),
  • jaka jest Twoja praca, gdzie pra­cu­jesz, kim są Twoi współ­pra­cow­nicy i Twój szef (Gmail, Google Talk, Google Docs).
  • kim są Twoi zna­jomi (Gmail, Google Talk),
  • jak brzmi Twój głos (Google Talk)
  • ja­kie dane prze­cho­wu­jesz na swoim kom­pu­te­rze (Google Desktop),
  • czy po­sia­dasz, a je­śli tak, to jak bar­dzo po­pu­larna jest Twoja strona lub blog (Google Analytics, Blogger),
  • ja­kie są Twoje prio­ry­tety i co jest dla Ciebie bar­dzo ważne (Google Alerts),
  • jaki są Twoje naj­bliż­sze plany np. kiedy Cię nie bę­dzie lub jaki jest Twój plan dnia (Google Calendar),
  • ja­kie są Twoje dane fi­nan­sowe (Google AdSense),
  • wszystko co ro­bisz on­line (Google Chrome),

Tak wy­gląda skom­ple­to­wana prze mnie li­sta. Z bar­dzo du­żym praw­do­po­do­bień­stwem stwier­dzam, że po­mi­ną­łem nie jedną in­for­ma­cję jaką po­siada na nasz te­mat Google. Można rzec, że na pewno coś po­mi­ną­łem.

Jako, że „su­cha” teo­ria nie jest w sta­nie do­trzeć do od­biorcy po­sta­ram się to zo­bra­zo­wać przy­kła­dem.

Oto co może, ale oczy­wi­ście nie musi, ale za­pewne wie Google o prze­cięt­nym użyt­kow­niku:

  • Imię i na­zwi­sko: Jan Kowalski,
  • Urodzony: 01-01-1988,
  • Zamieszkały: Aleje Pokoju 12345b, Warszawa,
  • Nr te­le­fonu do­mo­wego: 12 123−45−67,
  • Nr te­le­fonu ko­mór­ko­wego: 123−456−789,
  • Zainteresowania: sport, mu­zyka, in­for­ma­tyka, filmy ak­cji,
  • Wczoraj za­ku­pił pod­ko­szu­lek w skle­pie in­ter­ne­to­wym za 99zł,
  • Najlepszy przy­ja­ciel: Jan Jankowski,
  • Student: Akademii Górniczo Hutniczej w Krakowie,
  • Student: czwar­tego roku Informatyki w spe­cja­li­za­cji: sieci kom­pu­te­rowe,
  • Obecnie pra­cow­nik firmy in­for­ma­tycz­nej «123 Komputer 456»,
  • Stanowisko w pracy: ad­mi­ni­stra­tor sieci,
  • Najbliższy współ­pra­cow­nik: Jan Nowak,
  • Szef: Jan Górnik,
  • Ostanie wa­ka­cje: wy­spy Kanaryjskie (dwa ty­go­dnie),
  • Dzisiejszy plan: od 8 do 13 uczel­nia, od 14 do 18 praca, od 20 kino,
  • Jutro pla­nuje wy­jazd do Helu, bę­dzie je­chał przez Warszawę,
  • Prowadzi wła­sny blog o sie­ciach,
  • Na swoim blogu za­ra­bia 150zł mie­sięcz­nie, a jego nu­mer konta to: 1234 0000 1234 1234 1234,
  • Wysoki, szczu­pły, ciemne, pro­ste włosy, nie­bie­skie oczy, ma ro­dzeń­stwo (brat),
  • Imię brata: Karol.

W tym mo­men­cie skoń­czę ob­ra­zo­wa­nie tego czym dys­po­nuje Google. Albo nie, na­my­śli­łem się. Jeszcze po­każę Wam in­fo­gra­fikę, po­ka­zu­jącą ja­kie ry­zyko nie­sie ko­rzy­sta­nie z usług firmy z Mountain View. Swoją drogą na­prawdę świet­nie wy­ko­nana, po­ka­zu­jąca za­gro­że­nia czy­ha­jące i ukry­wa­jące się za usłu­gami Google [źró­dło].

Czy Google jest złe?

W tym także mo­men­cie za­wi­jana jest pę­telka, bo z na­szą osobą po­wią­zano cztery ko­lejne osoby, o któ­rych Google może wie­dzieć tyle samo lub na­wet wię­cej niż o nas. I tak wkoło. Odpowiedzcie so­bie na py­ta­nie. Czy je­śli nie­zna­joma Ci kom­plet­nie osoba, opo­wie­dzia­łaby to wszystko Tobie, to czy za­cho­wał­byś spo­kój? Czy nie po­czuł­byś się przy­naj­mniej nieco za­nie­po­ko­jony? Przecież ktoś zna nie­malże nasz ży­cio­rys. Z tych in­for­ma­cji można by CV na­sze na­pi­sać.

Wierzę w to, że Google nie ma złych in­ten­cji. Powiem, że je­stem tego nie­malże pe­wien. Jednak nie­po­kój we mnie po­zo­staje. Dlaczego? Boję się, że dane te mogą się do­stać w nie­po­wo­łane ręce. Mieliśmy już sy­tu­ację wy­cieku za­py­tań wy­szu­ki­warki AOL dzia­ła­ją­cej na sil­niku Google Search. Nie można wy­klu­czyć ja­kie­goś więk­szego wy­cieku da­nych. W związku z tym, że dane są przy­pi­sy­wane do kon­kret­nego użyt­kow­nika moż­liwe jest uzy­ska­nie da­nych o kon­kret­nej oso­bie. Taki urok re­la­cji. Prowadzą od jed­nych da­nych do dru­gich wy­zna­cza­jąc drogę.

Wielu in­nym fir­mom po­wie­rzamy po­dobne in­for­ma­cje. Należy so­bie jed­nak zdać sprawę, że Google wy­daje się być je­dyną firmą, która zna na­szą hi­sto­rię wy­szu­ki­wa­nia, ad­res, dane per­so­nalne itd. a być może ma także zdję­cie na­szego domu. Problemem jest wła­śnie ta wielka ilość po­sia­da­nych da­nych na nasz te­mat. To wła­śnie one sta­no­wią naj­więk­szy pro­blem. Ktoś o nie­uczci­wych in­ten­cjach, chcący do­wie­dzieć się cze­goś na nasz te­mat za­pewne za­cznie od pe­ne­tro­wa­nia Google. To wła­śnie tam znaj­dzie na­szą teczkę.

Jest jed­nak też coś co mnie nie­po­koi w sa­mym Google, bo z dru­giej jed­nak strony nie ro­zu­miem celu Google Street View. Już sama idea fo­to­gra­fo­wa­nia ulic i wszyst­kiego co się na nich znaj­duje bu­dzi kon­tro­wer­sje. Nie miał­bym nic prze­ciwko o ile fo­to­gra­fo­wane obiekty by­łyby bu­dyn­kami pu­blicz­nymi, wy­jąt­ko­wymi miej­scami w da­nym mie­ście czy ja­kąś in­sty­tu­cją lub firmą (np. ho­tel). Wtedy mógł­bym so­bie ja­koś tę usługę Google wy­tłu­ma­czyć. Mógłbym np. zo­ba­czyć jak wy­gląda ho­tel, do któ­rego za­mie­rzam się udać i ewen­tu­al­nie po­rów­nać ze zdję­ciami na stro­nie in­ter­ne­to­wej ho­telu. Natomiast fo­to­gra­fo­wa­nie do­mów „zwy­kłych” lu­dzi jest dla mnie nie­po­jęte. Do tego do­cho­dzi nie­po­jęte ska­no­wa­nie sieci Wi-Fi w „zwy­kłych” do­mach. Tutaj zro­zu­miałe by­łoby ska­no­wa­nie pu­blicz­nych i po­pu­lar­nych miejsc tak, aby ła­two można było zna­leźć ja­kiś pu­bliczny HotSpot. Google chyba za­po­mniało o tym, że na­wet je­śli ktoś nie za­bez­pie­cza sieci, to wcale nie ozna­cza, że daje po­zwo­le­nie na ko­rzy­sta­nie z niej ko­muś ob­cemu. Google w ogóle za­po­mniało chyba o do­brych ma­nie­rach, bo jak wia­domo prze­chwy­ty­wało rów­nież dane użyt­kow­ni­ków sieci nie­za­bez­pie­czo­nych. Większość użyt­kow­ni­ków za­pa­trzo­nych w Google wy­ba­czyło jed­nak ten błąd fir­mie, ja nie do końca. Wracając jed­nak do Street View to ja oso­bi­ście nie ży­czę so­bie aby na Google Maps było zdję­cie domu, w któ­rym za­miesz­kuję, z do­kład­nym ad­re­sem, za­zna­czone na ma­pie, z in­for­ma­cją, że jest u mnie do­stępna jedna sieć Wi-Fi. Póki co ten pro­blem mnie nie do­ty­czy, ale jest to cał­kiem re­alny sce­na­riusz i wcale nie od­le­gły. Jeśli ktoś nie wie, to sa­mo­chody Google ro­biły już zdję­cia w Polsce. Rzeczniczka firmy Google Artur Waliszewski, po­wie­dział, że po­peł­niony zo­stał błąd i pod­czas ma­po­wa­nia sieci ze­brane zo­stało nieco wię­cej da­nych ni po­trzeba było. Zdarzenie miało miej­sce w le­cie 2009 roku, kiedy to w Warszawie i Krakowie jeź­dziły sa­mo­chody zbie­ra­jące dane i ro­biące zdję­cia. Były to te same auta z iden­tycz­nym wy­po­sa­że­niem co w in­nych kra­jach Europy. Zatem oprócz ro­bie­nia zdjęć, ska­no­wały sieci Wi-Fi i zbie­rały frag­menty trans­mi­sji w pry­wat­nych nie­za­bez­pie­czo­nych sie­ciach.

Oczywiste jest, że tech­no­lo­gia idzie do przodu i w związku z tym moż­liwe jest re­ali­zo­wa­nie no­wych po­my­słów. Google ma cie­kawe po­my­sły które umie za­mie­niać w pie­nią­dze, ale cza­sami wg mnie sięga to zbyt głę­boko w na­szą pry­wat­ność.

Cały ten po­stęp tech­no­lo­giczny i po­czy­na­nia Google opi­suje za­bawna sy­tu­acja.

Zaprojektowane przez pewną firmę że­lazko z 64 bi­to­wym pro­ce­so­rem dla nie­po­znaki na­pę­dza­nym parą wodną po­trafi od­czy­tać markę gaci ja­kie nosi pre­zy­dent ja­kie­goś kraju. W oba­wie przed tym pre­zy­dent cho­dzi bez gaci co jed­nak uchwy­ciły sa­mo­chody Google Street View krą­żące w po­bliżu po­sia­dło­ści pre­zy­denta i sprawa się wy­dała. W związku z tym za­prze­stano pra­so­wać oraz prać ga­cie bo nie­przy­ja­ciel mógłby się do­wie­dzieć co pre­zes jadł na obiad.

Śmieszne? Smutne? Ale być może w ja­kimś kraju praw­dziwe.

Uciec od Google

Według mnie cał­ko­wita ucieczka od Google nie jest moż­liwa. Powiedziałbym, że na­wet nie jest ko­nieczna. Bo czemu nie ko­rzy­stać z na­prawdę do­brych usług? Owszem ceną za ko­rzy­sta­nie usług Google jest na­sza pry­wat­ność. Tak jak pi­sa­łem naj­więk­szym pro­ble­mem nie jest Google samo w so­bie, ale nie­spo­ty­kany za­kres in­for­ma­cji, któ­rymi dys­po­nuje Google, sta­nowi tu­taj główny pro­blem. Tak więc roz­wią­za­niem więk­szo­ści pro­ble­mów jest chro­nie­nie wła­snej pry­wat­no­ści. Wystarczy pod­czas ko­rzy­sta­nia z usług Google pod­jąć próbę ne­go­cja­cji ceny. Być może uda się sko­rzy­stać z da­nej usługi nie zdra­dza­jąc ni­czego o so­bie albo w naj­gor­szym wy­padku tylko ja­kieś mniej zna­czące pry­watne in­for­ma­cje. W tym miej­scu od razu po­wiem, że nie jest to trudne. Co prawda wy­maga cza­sami mi­ni­mal­nie więk­szej ilo­ści czasu na zro­bie­nie da­nej rze­czy. Można po­wie­dzieć, że sprawa jest pro­sta. Największym pro­ble­mem może się oka­zać użyt­kow­nik, je­śli jest zbyt le­niwy to może mu się to nie udać. Jeśli jed­nak choć tro­chę za­leży mu na pry­wat­no­ści to jest się w sta­nie obro­nić. Nie mó­wię tu­taj ab­so­lut­nie o ja­kiś wy­szu­ka­nych me­to­dach jak tech­no­lo­gia TOR, tak bar­dzo nie­lu­biana przez po­li­cję. Sam ce­nię so­bie pry­wat­ność. Bronię się jed­nak można by rzec „do­mo­wymi” spo­so­bami. Usuwam pliki co­okies przy za­my­ka­niu prze­glą­darki. Nie są mi one na nic po­trzebne, bo po za­lo­go­wa­niu się na swoje konto/​skrzynkę Google i po sko­rzy­sta­niu za­wsze, ale to za­wsze się wy­lo­go­wuje. Jeśli za­mie­rzam się po­dzie­lić zdję­ciami, ro­bię to po­przez al­ter­na­tywy ser­wisu Picasa, czyli omi­ja­jąc cał­ko­wi­cie usługi Google lub wy­sy­łam zdję­cia w za­łącz­niku Gmail, spa­ko­wane do ar­chi­wum z ha­słem. Samo zaś ha­sło wy­sy­łam np. za po­mocą sms, cho­ciażby z dar­mo­wej bramki in­ter­ne­to­wej. W ten spo­sób Google nie wie czy za­py­ta­nia do wy­szu­ki­warki były wy­ko­nane przeze mnie, ani jak wy­glą­dam ja i osoby mi zna­jome. Można też mieć kilka kont Google. Sam po­sia­dam dwa. Jedno można po­wie­dzieć pu­bliczne, a dru­gie pry­watne. Jednak po­wią­zać je ze sobą nie spo­sób ze 100% pew­no­ścią. Bo je­dyne co je łą­czy to pu­bliczne IP. Tak więc mogę na jed­nym ko­rzy­stać z kilku usług Google, na­to­miast z dru­giego konta z in­nych. Jak wi­dać, żad­nej wy­szu­ka­nej me­tody nie sto­suję. Wszystko za­leży od Was i Waszych chęci do choć mi­ni­mal­nej ochrony pry­wat­no­ści. Liczy się też nie­kon­wen­cjo­nal­ność. Bo po­mimo, że Google przy­pi­suje dane do kon­kret­nej osoby, to robi to można by rzec au­to­ma­tycz­nie. Oznacza to tyle, że nikt nie stara się nas śle­dzić, a wkła­dane do na­szej teczki są tylko te dane, które sami po­damy lub w ja­kiś spo­sób zdra­dzimy.

Szef Google, zwięźle i bez ogró­dek, po­wie­dział kie­dyś obroń­com pry­wat­no­ści: „Jeśli ro­bisz coś, co chciał­byś ukryć przed in­nymi, to może w ogóle nie po­wi­nie­neś tego ro­bić?”. Według mnie troszkę jed­nak prze­sa­dził, nie ro­zu­mie­jąc po­wagi pro­blemu. Zapewne zmie­niłby on swoje zda­nie gdyby wie­dział, że Google wie coś na jego te­mat, czego sam szef Google o so­bie nie wie. No ale jak on może to wie­dzieć?

Spodobał Ci się ten wpis? Podziel się nim: