Słowem wstę­pu

Żyjemy w cza­sach, w któ­rych bar­dzo trud­no za­cho­wać swo­ją pry­wat­ność w wir­tu­al­nym świe­cie ja­kim jest Internet. Można by się po­ku­sić o stwier­dze­nie, że jest to nie­moż­li­we. Owszem moż­na być ostroż­nym w na­szych po­czy­na­niach w sie­ci, ale prę­dzej czy póź­niej od­kry­je­my w Internecie ka­wa­łek sie­bie. Wszystko jest do­brze o ile in­for­ma­cja­mi o so­bie roz­dzie­la­my róż­no­ra­kie ser­wi­sy. Od ra­zu po­wiem, że po­mi­jam por­ta­le spo­łecz­no­ścio­we bo to in­na baj­ka. Tak baj­ka, bo por­ta­le spo­łecz­no­ścio­we to dla mnie jed­no wiel­kie nie­po­ro­zu­mie­nie. Jednak nie o nich mo­wa. Mam na my­śli sy­tu­acje, w któ­rych prze­róż­ne in­for­ma­cje o so­bie prze­ka­zu­je­my w ob­rę­bie jed­ne­go ser­wi­su. Pierwszym i chy­ba naj­po­waż­niej­szym ta­kim przy­kła­dem jest ty­tu­ło­we Google.

Szacuje się, że po­nad 2% wszyst­kich ist­nie­ją­cych ser­we­rów na świe­cie pra­cu­je w ser­we­row­niach Google. Daje to ład­ną su­mę po­nad mi­lio­na ser­we­rów na­le­żą­cych do gi­gan­ta z Mountain View [źró­dło]. Nie wspo­mi­na­jąc już o sa­mych kon­te­ne­rach, w któ­rych znaj­du­je się nie­zli­czo­na licz­ba dys­ków twar­dych, mo­gą­cych po­mie­ścić nie­po­ję­te ilo­ści da­nych. Najgorsze w tym wszyst­kim jest to, że te da­ne do­ty­czą nas sa­mych. W tym miej­scu war­to so­bie po­sta­wić py­ta­nie. Czy zda­je­my so­bie spra­wę ile tak na­praw­dę wie o nas Google? Stop! Wróć! Niezbyt pre­cy­zyj­ne py­ta­nie. Istnieje jed­no lep­sze. Czy zda­je­my so­bie spra­wę, że Google wie o nas nie­mal­że wszyst­ko?

Internetowa oś cza­su

Warto zda­wać so­bie spra­wę z te­go, że każ­da na­sza czyn­ność w Internecie po­zo­sta­wia po so­bie śla­dy. Dodatkowo na­sze po­czy­na­nia w sie­ci są prze­cho­wy­wa­ne przez ja­kiś czas. Zdarza się, że czas ten jest okre­ślo­ny w po­li­ty­ce pry­wat­no­ści ser­wi­su, cza­sa­mi jed­nak brak wzmian­ki, w po­li­ty­ce pry­wat­no­ści, na ten bar­dzo waż­ny te­mat. W 2007 ro­ku Grupa Robocza Artykułu 29 zwró­ci­ła się z proś­bą do Google i nie tyl­ko, o skró­ce­nie okre­su w któ­rym prze­cho­wy­wa­ne są in­for­ma­cje o użyt­kow­ni­kach. W przy­pad­ku Google, wy­no­si­ło to wów­czas 24 mie­sią­ce. Rok po zło­że­niu wnio­sku w sierp­niu 2008 ro­ku Google ogło­sił, że zgro­ma­dzo­ne in­for­ma­cje o użyt­kow­ni­ku prze­cho­wy­wa­ne bę­dą kró­cej niż do tej po­ry. Czas, po któ­rym gi­gant z Mountain View usu­nie zgro­ma­dzo­ne o użyt­kow­ni­ku da­ne zo­stał skró­co­ny do 9 mie­się­cy. Dla po­rów­na­nia Bing prze­cho­wu­je da­ne o użyt­kow­ni­kach do 6 mie­się­cy (przed skró­ce­niem by­ło to 18 mie­się­cy).

Google, jed­nak nie skró­cił okre­su prze­cho­wy­wa­nia da­nych użyt­kow­ni­ka „grzecz­nie i po ci­chu”. Internetowy gi­gant zmie­nił swo­ją po­li­ty­kę pry­wat­no­ści i skró­cił czas prze­cho­wy­wa­nia da­nych pod na­ci­skiem Grupy Roboczej Artykułu 29. Google do­dał swo­je „trzy gro­sze” do po­li­ty­ki pry­wat­no­ści. Można w niej wy­czy­tać, że „Nawet je­śli wia­do­mość zo­sta­ła usu­nię­ta lub kon­to nie jest już ak­tyw­ne, wia­do­mo­ści mo­gą przez pe­wien ogra­ni­czo­ny czas po­zo­sta­wać w na­szych sys­te­mach ko­pii za­pa­so­wych”. Już sam ten za­pis, po­ka­zu­je, że kon­cern nie za bar­dzo miał chęć na skra­ca­nie cza­su prze­cho­wy­wa­nia da­nych. Nie je­stem so­bie też w sta­nie wy­ja­śnić po co ma­ją prze­cho­wy­wać mo­je da­ne i ma­ile gdy zre­zy­gno­wa­łem z ko­rzy­sta­nia z ich usług i usu­ną­łem kon­to. Przecież i tak nie bę­dzie moż­na przy­wró­cić swo­je­go kon­ta.

Internetowy ślad

Niemal każ­dy in­ter­nau­ta ko­rzy­sta dziś z przy­naj­mniej jed­nej usłu­gi Google. Nie trud­no o to, kie­dy fir­ma ofe­ru­je tak wie­le pro­duk­tów. Dodatkowo wie­lu in­ter­na­tów ko­rzy­sta z wię­cej niż jed­nej usłu­gi fir­my z Mountain View. Wiele osób my­śli, że za­py­ta­nia kie­ro­wa­ne do „je­dy­nej słusz­nej wy­szu­ki­war­ki” są zu­peł­nie ano­ni­mo­we, a sa­mo za­py­ta­nie po opusz­cze­niu stro­ny Google zni­ka bez pa­mię­ci. Nic bar­dziej myl­ne­go.

Każde na­sze za­py­ta­nie jest łą­czo­ne z na­szym pu­blicz­nym ad­re­sem IP, co do­dat­ko­wo ozna­cza na­szą przy­bli­żo­na lo­ka­li­za­cję geo­gra­ficz­ną. Dodatkowo je­śli ko­rzy­sta­my z usług Google to ist­nie­je du­że praw­do­po­do­bień­stwo, że po­sia­da­my swo­je wła­sne kon­to Google, któ­re mo­gło zo­stać za­ło­żo­ne w do­wol­nej usłu­dze tej fir­my, a jest ich spo­ro. Część z osób po­sia­da­ją­cych kon­to Google jest za­lo­go­wa­na na nich bez prze­rwy na przy­naj­mniej jed­nym ze swo­ich kom­pu­te­rów. Tak więc za­py­ta­nia są te­raz ko­ja­rzo­ne z na­szym kon­tem Google. Kolejna część osób po­sia­da­ją­cych swo­je kon­to po­da­je praw­dzi­we da­ne per­so­nal­ne. Tak więc jed­no nic nie zna­czą­ce mo­gło­by się wy­da­wać za­py­ta­nie, mo­że zo­stać przy­pi­sa­ne do kon­kret­nej oso­by. Osoby, któ­rej imię, na­zwi­sko, pu­blicz­ne IP, a tak­że przy­bli­żo­na lo­ka­li­za­cja geo­gra­ficz­na są zna­ne fir­mie. Tak więc ni­cze­go nie świa­do­my Jan Kowalski z oko­lic Warszawy o okre­ślo­nym IP pu­blicz­nym po­sia­da swo­ją tecz­kę w sie­ci, tecz­kę Google. Jeśli Google zna na­sze za­py­ta­nia mo­że sta­rać się okre­ślić na­sze za­in­te­re­so­wa­nia, po­glą­dy po­li­tycz­ne, nie wspo­mi­na­jąc o in­nych bar­dziej in­tym­nych i per­so­nal­nych pre­fe­ren­cjach. Warto do­dać, że Google jest o nas bar­dzo tro­skli­we. Gigant z Mountain View za­dbał o to, aby­śmy nie mu­sie­li się zbyt­nio wy­si­lać w przy­po­mnie­niu, w tym wła­śnie mo­men­cie, swo­ich naj­bar­dziej wsty­dli­wych za­py­tań. Pod ad­re­sem http://www.google.com/history/ mo­że­my zo­ba­czyć swo­je wła­sne za­py­ta­nia, któ­re wy­ko­na­li­śmy do wy­szu­ki­war­ki Google bę­dąc za­lo­go­wa­nym na swo­im kon­cie.

Poniżej mo­że­cie zo­ba­czyć zrzut ekra­nu z hi­sto­rią prze­glą­da­nia przy­kła­do­we­go kon­ta Google

Niewątpliwie naj­po­pu­lar­niej­szą usłu­gą fir­my jest Google Search. Kolejną pod wzglę­dem po­pu­lar­no­ści usłu­gą po wy­szu­ki­war­ce jest Google Mail. Popularny Gmail jest przez wie­lu uzna­wa­ny za naj­lep­szą dar­mo­wą in­ter­ne­to­wą pocz­tę. Osoby, któ­re nie zga­dza­ją się z tym stwier­dze­niem są jed­nak ze so­bą zgod­ne, że filtr an­ty­spa­mo­wy ob­słu­gu­ją­cy Gmail jest jed­nak naj­lep­szy. Tak więc o ile ist­nie­ją spo­ry o wyż­szo­ści skrzyn­ki Google nad po­zo­sta­ły­mi o ty­le w po­wszech­nej opi­nii ist­nie­je zgod­ność w spra­wie fil­tru an­ty­spa­mo­we­go. Żadną ta­jem­ni­cą nie jest fakt, że wy­so­ką sku­tecz­ność te­go fil­tru za­wdzię­cza się skanowaniu/czytaniu/przeglądaniu (nie­po­trzeb­ne skre­ślić) na­szych otrzy­ma­nych wia­do­mo­ści. Należy wspo­mnieć, że Google fakt zna­nia tre­ści na­szych wia­do­mo­ści wy­ko­rzy­stu­je do przed­sta­wie­nia nam sper­so­na­li­zo­wa­nych re­klam tek­sto­wych Google. Bardzo czę­sto skrzyn­ka Gmail jest wy­ko­rzy­sty­wa­na ja­ko skrzyn­ka pry­wat­na ze wzglę­du wła­śnie na bar­dzo do­bry filtr an­ty­spa­mo­wy. Z uwa­gi na to, że jest to na­sza pry­wat­na skrzyn­ka, wy­sy­ła­jąc wia­do­mo­ści pod­pi­su­je­my się w nich praw­dzi­wym imie­niem i na­zwi­skiem, cza­sa­mi po­da­jąc do te­go nasz praw­dzi­wy ad­res za­miesz­ka­nia wraz z praw­dzi­wym numerem/numerami te­le­fo­nu. W ta­kim przy­pad­ku na­wet je­śli nie wpi­sa­li­śmy praw­dzi­wych da­nych do swo­je­go pro­fi­lu Google to jed­nak są one zna­ne fir­mie. Kontynuując wą­tek kon­ta pry­wat­ne­go zda­rza się i tak, że wy­sy­ła­my za po­śred­nic­twem Gmaila róż­ne za­łącz­ni­ki. Czasami są to zdję­cia z wa­ka­cji, cza­sa­mi ja­kieś do­ku­men­ty. Tak więc je­śli kie­dyś zda­rzy­ło się ko­muś wy­słać np. CV to Google do­dat­ko­wo zna na­szą hi­sto­rię edu­ka­cji i do­tych­cza­so­wej pra­cy. Natomiast je­śli wy­sy­ła­my zdję­cia da­je­my fir­mie oka­zję do po­ka­za­nia sie­bie.

Przytoczone przy­kła­dy fil­tru an­ty­spa­mo­we­go i hi­sto­rii Google nie po­zo­sta­wia­ją cie­nia wąt­pli­wo­ści co do te­go, że uzy­ska­ne da­ne są przez Google przy­pi­sy­wa­ne i ko­ja­rzo­ne z kon­kret­ną oso­bą. Co za tym idzie każ­dy z nas ma swo­je miej­sce, swo­ją szu­fla­dę w Google. Nie wia­do­mo ile do­kład­nie miej­sca na dys­kach Google zaj­mu­ją in­for­ma­cje na nasz te­mat. Jednak nie pod­le­ga dys­ku­sji, że sa­mych in­for­ma­cji o nas jest tam bar­dzo du­żo.

Ktoś z Was mo­że po­wie­dzieć, że nie wy­sy­ła CV ani zdjęć za po­mo­cą pocz­ty. Swoje zdję­cia za­miesz­cza w al­bu­mie Picasa, a CV za­miesz­cza w ser­wi­sach do­ty­czą­cych po­szu­ki­wa­nia pra­cy. No do­brze. Ale nie moż­na za­po­mnieć, że Picasa to usłu­ga Google więc żad­na to za­le­ta. Każde zdję­cie za­miesz­czo­ne po­przez na­sze kon­to na Picasa zo­sta­je do­rzu­co­ne do na­szej tecz­ki gdzie znaj­du­je się resz­ta in­for­ma­cji o nas. Nie moż­na za­po­mnieć też o tym, że Google zna treść nie­mal­że każ­dej stro­ny in­ter­ne­to­wej. Tak więc prę­dzej czy póź­niej zo­sta­ną zlo­ka­li­zo­wa­ne do­dat­ko­we in­for­ma­cje o nas (cho­ciaż­by wspo­mnia­ne wcze­śniej CV) i jak już wia­do­mo do­łą­czo­ne do na­szej kar­to­te­ki.

Oczywiście to nie ko­niec in­for­ma­cji na nasz te­mat, ja­ki­mi dys­po­nu­je fir­ma z Mountain View. Opisałem tyl­ko te waż­niej­sze in­for­ma­cje ja­kie po­sia­da Google. Lista in­for­ma­cji, któ­re mo­gą znaj­do­wać się w na­szej tecz­ce jest do­syć dłu­ga, ale po­sta­ram się ją skom­ple­to­wać.

Tak więc, je­śli uży­wasz usług Google, fir­ma mo­że wie­dzieć:

  • cze­go szu­kasz w in­ter­ne­cie (Google Search),
  • ja­kie jest Twoje pu­blicz­ne IP (Google Search),
  • ja­ka jest Twoja przy­bli­żo­na lo­ka­li­za­cja geo­gra­ficz­na (Google Search),
  • ja­kie są Twoje po­glą­dy po­li­tycz­ne, pre­fe­ren­cje per­so­nal­ne (Google Search),
  • ja­ki bę­dzie Twój ko­lej­ny praw­do­po­dob­ny za­kup (Google Search),
  • ja­kie są Twoje za­in­te­re­so­wa­nia (Google Search, Gmail, YouTube),
  • ja­kie stro­ny in­ter­ne­to­we prze­glą­dasz (Google Search, Gmail, AdSense),
  • ja­kie czy­tasz blo­gi (Google Search, Google Reader),
  • two­je praw­dzi­we da­ne per­so­nal­ne i te­le­adre­so­we (kon­to Google, Gmail),
  • gdzie ostat­nio by­łeś po­za swo­ją do­myśl­ną lo­ka­li­za­cją np. na wa­ka­cjach (kon­to Google [IP], Picasa),
  • do­kąd w naj­bliż­szym cza­sie się udasz np. na urlop i któ­rę­dy tam do­je­dziesz (Gmail, Google Maps, Google Calender),
  • jak wy­glą­dasz Ty i zna­jo­me Ci oso­by (Picasa, Gmail),
  • co ostat­nio ku­pi­łeś on­li­ne i nie tyl­ko (Gmail),
  • ja­ką dro­gę edu­ka­cji prze­sze­dłeś (Google Search, kon­to Google, Gmail, Google Docs),
  • nad ja­ki­mi do­ku­men­ta­mi ak­tu­al­nie pra­cu­jesz (Google Docs, Gmail),
  • ja­ka jest Twoja pra­ca, gdzie pra­cu­jesz, kim są Twoi współ­pra­cow­ni­cy i Twój szef (Gmail, Google Talk, Google Docs).
  • kim są Twoi zna­jo­mi (Gmail, Google Talk),
  • jak brzmi Twój głos (Google Talk)
  • ja­kie da­ne prze­cho­wu­jesz na swo­im kom­pu­te­rze (Google Desktop),
  • czy po­sia­dasz, a je­śli tak, to jak bar­dzo po­pu­lar­na jest Twoja stro­na lub blog (Google Analytics, Blogger),
  • ja­kie są Twoje prio­ry­te­ty i co jest dla Ciebie bar­dzo waż­ne (Google Alerts),
  • ja­ki są Twoje naj­bliż­sze pla­ny np. kie­dy Cię nie bę­dzie lub ja­ki jest Twój plan dnia (Google Calendar),
  • ja­kie są Twoje da­ne fi­nan­so­we (Google AdSense),
  • wszyst­ko co ro­bisz on­li­ne (Google Chrome),

Tak wy­glą­da skom­ple­to­wa­na prze mnie li­sta. Z bar­dzo du­żym praw­do­po­do­bień­stwem stwier­dzam, że po­mi­ną­łem nie jed­ną in­for­ma­cję ja­ką po­sia­da na nasz te­mat Google. Można rzec, że na pew­no coś po­mi­ną­łem.

Jako, że „su­cha” teo­ria nie jest w sta­nie do­trzeć do od­bior­cy po­sta­ram się to zo­bra­zo­wać przy­kła­dem.

Oto co mo­że, ale oczy­wi­ście nie mu­si, ale za­pew­ne wie Google o prze­cięt­nym użyt­kow­ni­ku:

  • Imię i na­zwi­sko: Jan Kowalski,
  • Urodzony: 01-01-1988,
  • Zamieszkały: Aleje Pokoju 12345b, Warszawa,
  • Nr te­le­fo­nu do­mo­we­go: 12 123-45-67,
  • Nr te­le­fo­nu ko­mór­ko­we­go: 123-456-789,
  • Zainteresowania: sport, mu­zy­ka, in­for­ma­ty­ka, fil­my ak­cji,
  • Wczoraj za­ku­pił pod­ko­szu­lek w skle­pie in­ter­ne­to­wym za 99zł,
  • Najlepszy przy­ja­ciel: Jan Jankowski,
  • Student: Akademii Górniczo Hutniczej w Krakowie,
  • Student: czwar­te­go ro­ku Informatyki w spe­cja­li­za­cji: sie­ci kom­pu­te­ro­we,
  • Obecnie pra­cow­nik fir­my in­for­ma­tycz­nej ‚123 Komputer 456’,
  • Stanowisko w pra­cy: ad­mi­ni­stra­tor sie­ci,
  • Najbliższy współ­pra­cow­nik: Jan Nowak,
  • Szef: Jan Górnik,
  • Ostanie wa­ka­cje: wy­spy Kanaryjskie (dwa ty­go­dnie),
  • Dzisiejszy plan: od 8 do 13 uczel­nia, od 14 do 18 pra­ca, od 20 ki­no,
  • Jutro pla­nu­je wy­jazd do Helu, bę­dzie je­chał przez Warszawę,
  • Prowadzi wła­sny blog o sie­ciach,
  • Na swo­im blo­gu za­ra­bia 150zł mie­sięcz­nie, a je­go nu­mer kon­ta to: 1234 0000 1234 1234 1234,
  • Wysoki, szczu­pły, ciem­ne, pro­ste wło­sy, nie­bie­skie oczy, ma ro­dzeń­stwo (brat),
  • Imię bra­ta: Karol.

W tym mo­men­cie skoń­czę ob­ra­zo­wa­nie te­go czym dys­po­nu­je Google. Albo nie, na­my­śli­łem się. Jeszcze po­ka­żę Wam in­fo­gra­fi­kę, po­ka­zu­ją­cą ja­kie ry­zy­ko nie­sie ko­rzy­sta­nie z usług fir­my z Mountain View. Swoją dro­gą na­praw­dę świet­nie wy­ko­na­na, po­ka­zu­ją­ca za­gro­że­nia czy­ha­ją­ce i ukry­wa­ją­ce się za usłu­ga­mi Google [źró­dło].

Czy Google jest złe?

W tym tak­że mo­men­cie za­wi­ja­na jest pę­tel­ka, bo z na­szą oso­bą po­wią­za­no czte­ry ko­lej­ne oso­by, o któ­rych Google mo­że wie­dzieć ty­le sa­mo lub na­wet wię­cej niż o nas. I tak wko­ło. Odpowiedzcie so­bie na py­ta­nie. Czy je­śli nie­zna­jo­ma Ci kom­plet­nie oso­ba, opo­wie­dzia­ła­by to wszyst­ko Tobie, to czy za­cho­wał­byś spo­kój? Czy nie po­czuł­byś się przy­naj­mniej nie­co za­nie­po­ko­jo­ny? Przecież ktoś zna nie­mal­że nasz ży­cio­rys. Z tych in­for­ma­cji moż­na by CV na­sze na­pi­sać.

Wierzę w to, że Google nie ma złych in­ten­cji. Powiem, że je­stem te­go nie­mal­że pe­wien. Jednak nie­po­kój we mnie po­zo­sta­je. Dlaczego? Boję się, że da­ne te mo­gą się do­stać w nie­po­wo­ła­ne rę­ce. Mieliśmy już sy­tu­ację wy­cie­ku za­py­tań wy­szu­ki­war­ki AOL dzia­ła­ją­cej na sil­ni­ku Google Search. Nie moż­na wy­klu­czyć ja­kie­goś więk­sze­go wy­cie­ku da­nych. W związ­ku z tym, że da­ne są przy­pi­sy­wa­ne do kon­kret­ne­go użyt­kow­ni­ka moż­li­we jest uzy­ska­nie da­nych o kon­kret­nej oso­bie. Taki urok re­la­cji. Prowadzą od jed­nych da­nych do dru­gich wy­zna­cza­jąc dro­gę.

Wielu in­nym fir­mom po­wie­rza­my po­dob­ne in­for­ma­cje. Należy so­bie jed­nak zdać spra­wę, że Google wy­da­je się być je­dy­ną fir­mą, któ­ra zna na­szą hi­sto­rię wy­szu­ki­wa­nia, ad­res, da­ne per­so­nal­ne itd. a być mo­że ma tak­że zdję­cie na­sze­go do­mu. Problemem jest wła­śnie ta wiel­ka ilość po­sia­da­nych da­nych na nasz te­mat. To wła­śnie one sta­no­wią naj­więk­szy pro­blem. Ktoś o nie­uczci­wych in­ten­cjach, chcą­cy do­wie­dzieć się cze­goś na nasz te­mat za­pew­ne za­cznie od pe­ne­tro­wa­nia Google. To wła­śnie tam znaj­dzie na­szą tecz­kę.

Jest jed­nak też coś co mnie nie­po­koi w sa­mym Google, bo z dru­giej jed­nak stro­ny nie ro­zu­miem ce­lu Google Street View. Już sa­ma idea fo­to­gra­fo­wa­nia ulic i wszyst­kie­go co się na nich znaj­du­je bu­dzi kon­tro­wer­sje. Nie miał­bym nic prze­ciw­ko o ile fo­to­gra­fo­wa­ne obiek­ty by­ły­by bu­dyn­ka­mi pu­blicz­ny­mi, wy­jąt­ko­wy­mi miej­sca­mi w da­nym mie­ście czy ja­kąś in­sty­tu­cją lub fir­mą (np. ho­tel). Wtedy mógł­bym so­bie ja­koś tę usłu­gę Google wy­tłu­ma­czyć. Mógłbym np. zo­ba­czyć jak wy­glą­da ho­tel, do któ­re­go za­mie­rzam się udać i ewen­tu­al­nie po­rów­nać ze zdję­cia­mi na stro­nie in­ter­ne­to­wej ho­te­lu. Natomiast fo­to­gra­fo­wa­nie do­mów „zwy­kłych” lu­dzi jest dla mnie nie­po­ję­te. Do te­go do­cho­dzi nie­po­ję­te ska­no­wa­nie sie­ci Wi-Fi w „zwy­kłych” do­mach. Tutaj zro­zu­mia­łe by­ło­by ska­no­wa­nie pu­blicz­nych i po­pu­lar­nych miejsc tak, aby ła­two moż­na by­ło zna­leźć ja­kiś pu­blicz­ny HotSpot. Google chy­ba za­po­mnia­ło o tym, że na­wet je­śli ktoś nie za­bez­pie­cza sie­ci, to wca­le nie ozna­cza, że da­je po­zwo­le­nie na ko­rzy­sta­nie z niej ko­muś ob­ce­mu. Google w ogó­le za­po­mnia­ło chy­ba o do­brych ma­nie­rach, bo jak wia­do­mo prze­chwy­ty­wa­ło rów­nież da­ne użyt­kow­ni­ków sie­ci nie­za­bez­pie­czo­nych. Większość użyt­kow­ni­ków za­pa­trzo­nych w Google wy­ba­czy­ło jed­nak ten błąd fir­mie, ja nie do koń­ca. Wracając jed­nak do Street View to ja oso­bi­ście nie ży­czę so­bie aby na Google Maps by­ło zdję­cie do­mu, w któ­rym za­miesz­ku­ję, z do­kład­nym ad­re­sem, za­zna­czo­ne na ma­pie, z in­for­ma­cją, że jest u mnie do­stęp­na jed­na sieć Wi-Fi. Póki co ten pro­blem mnie nie do­ty­czy, ale jest to cał­kiem re­al­ny sce­na­riusz i wca­le nie od­le­gły. Jeśli ktoś nie wie, to sa­mo­cho­dy Google ro­bi­ły już zdję­cia w Polsce. Rzeczniczka fir­my Google Artur Waliszewski, po­wie­dział, że po­peł­nio­ny zo­stał błąd i pod­czas ma­po­wa­nia sie­ci ze­bra­ne zo­sta­ło nie­co wię­cej da­nych ni po­trze­ba by­ło. Zdarzenie mia­ło miej­sce w le­cie 2009 ro­ku, kie­dy to w Warszawie i Krakowie jeź­dzi­ły sa­mo­cho­dy zbie­ra­ją­ce da­ne i ro­bią­ce zdję­cia. Były to te sa­me au­ta z iden­tycz­nym wy­po­sa­że­niem co w in­nych kra­jach Europy. Zatem oprócz ro­bie­nia zdjęć, ska­no­wa­ły sie­ci Wi-Fi i zbie­ra­ły frag­men­ty trans­mi­sji w pry­wat­nych nie­za­bez­pie­czo­nych sie­ciach.

Oczywiste jest, że tech­no­lo­gia idzie do przo­du i w związ­ku z tym moż­li­we jest re­ali­zo­wa­nie no­wych po­my­słów. Google ma cie­ka­we po­my­sły któ­re umie za­mie­niać w pie­nią­dze, ale cza­sa­mi wg mnie się­ga to zbyt głę­bo­ko w na­szą pry­wat­ność.

Cały ten po­stęp tech­no­lo­gicz­ny i po­czy­na­nia Google opi­su­je za­baw­na sy­tu­acja.

Zaprojektowane przez pew­ną fir­mę że­laz­ko z 64 bi­to­wym pro­ce­so­rem dla nie­po­zna­ki na­pę­dza­nym pa­rą wod­ną po­tra­fi od­czy­tać mar­kę ga­ci ja­kie no­si pre­zy­dent ja­kie­goś kra­ju. W oba­wie przed tym pre­zy­dent cho­dzi bez ga­ci co jed­nak uchwy­ci­ły sa­mo­cho­dy Google Street View krą­żą­ce w po­bli­żu po­sia­dło­ści pre­zy­den­ta i spra­wa się wy­da­ła. W związ­ku z tym za­prze­sta­no pra­so­wać oraz prać ga­cie bo nie­przy­ja­ciel mógł­by się do­wie­dzieć co pre­zes jadł na obiad.

Śmieszne? Smutne? Ale być mo­że w ja­kimś kra­ju praw­dzi­we.

Uciec od Google

Według mnie cał­ko­wi­ta uciecz­ka od Google nie jest moż­li­wa. Powiedziałbym, że na­wet nie jest ko­niecz­na. Bo cze­mu nie ko­rzy­stać z na­praw­dę do­brych usług? Owszem ce­ną za ko­rzy­sta­nie usług Google jest na­sza pry­wat­ność. Tak jak pi­sa­łem naj­więk­szym pro­ble­mem nie jest Google sa­mo w so­bie, ale nie­spo­ty­ka­ny za­kres in­for­ma­cji, któ­ry­mi dys­po­nu­je Google, sta­no­wi tu­taj głów­ny pro­blem. Tak więc roz­wią­za­niem więk­szo­ści pro­ble­mów jest chro­nie­nie wła­snej pry­wat­no­ści. Wystarczy pod­czas ko­rzy­sta­nia z usług Google pod­jąć pró­bę ne­go­cja­cji ce­ny. Być mo­że uda się sko­rzy­stać z da­nej usłu­gi nie zdra­dza­jąc ni­cze­go o so­bie al­bo w naj­gor­szym wy­pad­ku tyl­ko ja­kieś mniej zna­czą­ce pry­wat­ne in­for­ma­cje. W tym miej­scu od ra­zu po­wiem, że nie jest to trud­ne. Co praw­da wy­ma­ga cza­sa­mi mi­ni­mal­nie więk­szej ilo­ści cza­su na zro­bie­nie da­nej rze­czy. Można po­wie­dzieć, że spra­wa jest pro­sta. Największym pro­ble­mem mo­że się oka­zać użyt­kow­nik, je­śli jest zbyt le­ni­wy to mo­że mu się to nie udać. Jeśli jed­nak choć tro­chę za­le­ży mu na pry­wat­no­ści to jest się w sta­nie obro­nić. Nie mó­wię tu­taj ab­so­lut­nie o ja­kiś wy­szu­ka­nych me­to­dach jak tech­no­lo­gia TOR, tak bar­dzo nie­lu­bia­na przez po­li­cję. Sam ce­nię so­bie pry­wat­ność. Bronię się jed­nak moż­na by rzec „do­mo­wy­mi” spo­so­ba­mi. Usuwam pli­ki co­okies przy za­my­ka­niu prze­glą­dar­ki. Nie są mi one na nic po­trzeb­ne, bo po za­lo­go­wa­niu się na swo­je konto/skrzynkę Google i po sko­rzy­sta­niu za­wsze, ale to za­wsze się wy­lo­go­wu­je. Jeśli za­mie­rzam się po­dzie­lić zdję­cia­mi, ro­bię to po­przez al­ter­na­ty­wy ser­wi­su Picasa, czy­li omi­ja­jąc cał­ko­wi­cie usłu­gi Google lub wy­sy­łam zdję­cia w za­łącz­ni­ku Gmail, spa­ko­wa­ne do ar­chi­wum z ha­słem. Samo zaś ha­sło wy­sy­łam np. za po­mo­cą sms, cho­ciaż­by z dar­mo­wej bram­ki in­ter­ne­to­wej. W ten spo­sób Google nie wie czy za­py­ta­nia do wy­szu­ki­war­ki by­ły wy­ko­na­ne prze­ze mnie, ani jak wy­glą­dam ja i oso­by mi zna­jo­me. Można też mieć kil­ka kont Google. Sam po­sia­dam dwa. Jedno moż­na po­wie­dzieć pu­blicz­ne, a dru­gie pry­wat­ne. Jednak po­wią­zać je ze so­bą nie spo­sób ze 100% pew­no­ścią. Bo je­dy­ne co je łą­czy to pu­blicz­ne IP. Tak więc mo­gę na jed­nym ko­rzy­stać z kil­ku usług Google, na­to­miast z dru­gie­go kon­ta z in­nych. Jak wi­dać, żad­nej wy­szu­ka­nej me­to­dy nie sto­su­ję. Wszystko za­le­ży od Was i Waszych chę­ci do choć mi­ni­mal­nej ochro­ny pry­wat­no­ści. Liczy się też nie­kon­wen­cjo­nal­ność. Bo po­mi­mo, że Google przy­pi­su­je da­ne do kon­kret­nej oso­by, to ro­bi to moż­na by rzec au­to­ma­tycz­nie. Oznacza to ty­le, że nikt nie sta­ra się nas śle­dzić, a wkła­da­ne do na­szej tecz­ki są tyl­ko te da­ne, któ­re sa­mi po­da­my lub w ja­kiś spo­sób zdra­dzi­my.

Szef Google, zwięź­le i bez ogró­dek, po­wie­dział kie­dyś obroń­com pry­wat­no­ści: „Jeśli ro­bisz coś, co chciał­byś ukryć przed in­ny­mi, to mo­że w ogó­le nie po­wi­nie­neś te­go ro­bić?”. Według mnie trosz­kę jed­nak prze­sa­dził, nie ro­zu­mie­jąc po­wa­gi pro­ble­mu. Zapewne zmie­nił­by on swo­je zda­nie gdy­by wie­dział, że Google wie coś na je­go te­mat, cze­go sam szef Google o so­bie nie wie. No ale jak on mo­że to wie­dzieć?

Spodobał Ci się ten wpis? Podziel się nim: