Po ostat­nim te­sto­wa­nym przeze mnie Note 4X z wielką nie­cier­pli­wo­ścią cze­ka­łem na mniej­szego przed­sta­wi­ciela se­rii Redmi. Xiaomi od paru lat znane jest ze swo­jej po­li­tyki, która ba­zuje na chęt­nym i czę­stym pre­zen­to­wa­niu co­raz to now­szych mo­deli. Bałagan pa­nu­jący w port­fo­lio chiń­skiego pro­du­centa jest duży, wg mnie zde­cy­do­wa­nie za duży. Nie spra­wia to jed­nak, że któ­ry­kol­wiek z mo­deli Xiaomi jest mało po­pu­larny. To jest ewe­ne­ment, ale każdy z mo­deli, na swój spo­sób, cie­szy się za­in­te­re­so­wa­niem. Tym ra­zem w moje ręce wpadł smart­fon z ni­skiej półki ce­no­wej. Mowa o bu­dże­to­wym pro­duk­cie Xiaomi Redmi 4X. Słuchawka ta urze­kła mnie od sa­mego po­czątku. Nie po­tra­fię do­kład­nie po­wie­dzieć czemu, ale ko­rzy­stało mi się z tego smart­fonu nie­zwy­kle przy­jem­nie, a jakby nie było, to jest w tym wszyst­kim naj­waż­niej­sze.